PAMIĘTAJ – NIE JESTEŚ SAM

Choroba będzie namawiać: „Wejdź pod koc, zasłoń zasłony, nic nie rób”. Nie słuchaj takich namów. Zawsze szukaj pomocy. Nawet gdy Ci się wydaje, że to beznadziejne i niemożliwe. 

 

Sławomir Zagórski: Panie doktorze, czym z punktu widzenia współczesnej medycyny jest depresja?

Dr Artur Wiśniewski: Depresja jest chorobą, zaburzeniem psychicznym. Definiuje się ją jako stan, w którym przez okres co najmniej dwóch tygodni człowiek doświadcza objawów w postaci obniżenia nastroju, zobojętnienia, braku chęci, motywacji do działania. Te objawy muszą zdecydowanie zaburzać funkcjonowanie danej osoby w różnych sferach życia i być czymś, co jest dla niej nową jakością w funkcjonowaniu.

Jak często ta choroba dotyczy osób poniżej 18. roku życia?

Są różne dane statystyczne. Najbardziej wiarygodne wskazują, że w danym momencie depresja dotyka od 2 do 8 procent młodzieży, aczkolwiek badania długookresowe dowodzą, że ryzyko doświadczenia stanu depresyjnego przed osiągnięciem dojrzałości sięga aż 20 procent. Jeszcze wyższe wskaźniki otrzymuje się, kiedy uczestnicy badań sami odpowiadają na pytania dotyczące objawów depresyjnych, co nie znaczy, że rzeczywiście mają depresję. Ale jedno jest pewne – częstość tej choroby u młodzieży jest zdecydowanie większa niż u dorosłych.

Byłem przekonany, że jest odwrotnie. Co prawda okres wchodzenia w dorosłe życie nie jest łatwy….

…no właśnie. To okres zmian, konfrontacji z nowymi wyzwaniami, wchodzenia w nowe role, a także dużej odpowiedzialności. Objawy depresji dość często bagatelizuje się biorąc je za oznaki kryzysu rozwojowego. Tymczasem trzeba wyraźnie podkreślić, że kryzys okresu dojrzewania to coś normalnego, podczas gdy depresja jest stanem wykraczającym zdecydowanie ponad kryzys, stanem nie fizjologicznym, lecz patologicznym.

Odnoszę wrażenie, że przez lata nie mówiło się o depresji wśród dzieci i młodzieży.

To prawda, depresja młodzieżowa jeszcze nie tak dawno nie była w ogóle uwzględniana w tzw. kryteriach psychiatrycznych, a zatem choroba oficjalnie nie istniała.

Może była na tyle rzadka, że się nią nie zajmowano?

Przypadków depresji wśród dzieci i młodzieży jest dziś rzeczywiście więcej, ale problem istniał od zawsze. Zmieniła się natomiast rola dziecka, rola osoby młodej, zmienił się sposób postrzegania młodzieży przez dorosłych. Osoby młode traktuje się z większą uwagą, przyznaje im się niejako prawo do zachorowania na depresję. Ale jak się dopyta dorosłych, to oni często mieli objawy choroby wcześniej, tylko nikt nie brał tego poważnie.

Dolny limit wieku, kiedy można dostać depresji to…  

…nie ma takiego limitu. W literaturze źródłowej jest nawet mowa o depresji u niemowląt. Chodzi o stan opisywany u dzieci, które gorzej jedzą, gorzej śpią, mają kłopoty z uspokojeniem, wyciszeniem się, albo przeżywają zahamowania rozwojowe, nie osiągając spodziewanych przyrostów wagi czy etapów rozwojowych. To może być efekt doświadczenia traumatycznego, np. utraty mamy albo zaburzenia więzi z bliską osobą, zaniedbania. Depresję niemowlęcą trudniej rozpoznać, bo niemowlę nie powie, że jest mu smutno i że tęskni.

Momentem kryzysowym jest jednak okres dojrzewania. Ryzyko wystąpienia depresji w tym czasie w porównaniu do wcześniejszego etapu życia rośnie dwu-, a nawet czterokrotnie.

Jakie są przyczyny tej choroby?  

Złożone. W psychiatrii obowiązuje dziś tzw. model biopsychospołeczny, w myśl którego na zdrowie psychiczne człowieka wpływają czynniki biologiczne, psychologiczne i społeczne. Biologiczne to przede wszystkim geny, z jakimi przychodzimy na świat, a więc to, czy odziedziczyliśmy predyspozycje do depresji po rodzicach, dziadkach, a także nasze wyposażenie neurohormonalne. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że nasz nastrój zależy m.in. od poziomu takich związków jak dopamina czy serotonina.

Biologia warunkuje również nasz temperament, a więc to, czy z natury jesteśmy raczej optymistami, czy pesymistami, czy umiemy się cieszyć z wyzwań, czy też nas one paraliżują. I tu już wchodzimy na teren czynników psychologicznych, a więc naszych strategii bądź ich deficytów w takich kwestiach jak radzenie sobie z problemami czy nawiązywanie relacji. Liczą się tu także nasze zasoby psychologiczne w postaci umiejętności intelektualnych, które nas chronią przed depresją, albo sprzyjają jej rozwojowi – np. to, jak radzimy sobie ze stratą, z wyzwaniami i zmianami.

No i wreszcie sfera społeczna. Osoby zgłaszające się po pomoc z racji objawów depresyjnych zwykle powołują się na tę właśnie sferę: „dziewczyna mnie rzuciła” albo „pokłóciłem się rodzicami” albo „nauczyciele mnie ignorują, stawiają same jedynki i czuję się niesprawiedliwie traktowany”. Jednak czynnikiem społecznym stanowiącym najczęstszą przyczynę depresji jest doświadczenie przemocy ze strony najbliższych, tj. rodziców lub rówieśników. A więc cały nurt tzw. bullyingu szkolnego, gdzie jest i hejt, i przemoc internetowa, i bezpośrednie dogadywanie, poniżanie, odtrącanie, separowanie. Osoby młode są na to bardzo wrażliwe. Bycie w grupie, posiadanie pewnej w niej pozycji, bycie ważnym dla otoczenia i postrzeganie w czym jestem dobry w stosunku do rówieśników, to niezwykle istotne czynniki prawidłowego funkcjonowania młodego człowieka.

Biologia, psychologia i czynniki społeczne. Czy w przypadku nastolatków któraś z tych przyczyn wysuwa się na czoło?

Każdy z nas jest inny i każda depresja jest inna. My – specjaliści zawsze zaczynamy pracę od postawienia takiej diagnozy, którą nazywamy konceptualizacją. Chodzi o poszukanie i złożenie w całość układanki, na bazie której powstały objawy depresji. To ważne, ponieważ później to się przekłada na interwencje, jakie podejmiemy.

U każdego ta układanka wygląda nieco inaczej. Jednak takim dominującym powodem zwiększenia ilości zachorowań na depresję jest czynnik czy też grupa czynników na pograniczu biologii i psychologii. Mówiliśmy o genach, ale dziś wiemy, że pewne czynniki psychologiczne z wczesnego dzieciństwa wpływają na ekspresję genów. Chodzi o trudne doświadczenia z okresu, kiedy dopiero zaczyna się tworzyć świadomość i tożsamość. Zaburzenia więzi, odrzucenie, przemoc albo wręcz jakieś traumatyczne doświadczenia, brak w ogóle adekwatnego rodzicielstwa, będą dawały odroczony, negatywny skutek właśnie w okresie nastoletnim. Człowiek w wyniku przeżyć we wczesnym dzieciństwie nie ma odpowiednich zasobów psychologicznych zabezpieczających przed depresją, ponadto jego układ nerwowy nie rozwinął się tak jak trzeba. Nie ma odpowiedniej ilości połączeń nerwowych, niewystarczająco rozwinęły się struktury odpowiedzialne za radzenie sobie ze stresem, za umiejętności społeczne, niewydolnie działają także układy produkujące serotoninę.

Nasza kultura się zmienia, biologia za tym nie nadąża, system więzi rodzinnych wygląda dziś inaczej niż kiedyś. Z drugiej strony nie należy też demonizować, bo jakbyśmy porównali rodzinę wiktoriańską, w której dziecko w pierwszych latach życia widziało rodziców wyłącznie od święta albo wychowywało się od wczesnego dzieciństwa w szkole z internatem, to też tej więzi nie miało. Podstawą współczesnej psychiatrii dziecięcej jest teoria więzi i przywiązania Johna Bowlby’ego. Tymczasem sam Bowlby nie miał dobrych doświadczeń w dzieciństwie. Był wychowywany przez opiekunkę, rodzice zmienili miejsce zamieszkania, opiekunka poszła więc w odstawkę, a to była jedyna osoba, z którą był blisko związany.

Ma Pan takich pacjentów, u których trudno doszukać się przyczyn depresji? Rodzina wygląda ok…

….jeśli tylko wygląda, to powiem od razu, że to pozory. Jeżeli nie możemy znaleźć przyczyny choroby, to wyłącznie nasz błąd. Ale pamiętajmy – nie musi być to obiektywny powód dla wszystkich. Bo np. fakt, że kogoś rzuciła dziewczyna, dla jednego będzie banalny, bo znajdzie sobie kolejną, a dla drugiego to będzie koniec świata. Z zewnątrz może wyglądać, że nic się nie stało. „Przecież Cię wszyscy kochamy, masz niezłe oceny, jakoś sobie radzisz.” A z punktu widzenia tego chłopaka, przy jego podejściu do świata, przy jego zasobach, może się to okazać prawdziwą traumą.  

Bywa, że przyczynę trudno dostrzec, ale po to, by móc pomóc, trzeba ułożyć pewną historię o naszym pacjencie i zrozumieć jakie jest źródło problemów. Nie można powiedzieć: „Masz depresję i już. I ona jest znikąd”. Kiedyś mówiono o tzw. depresji endo- i egzogennej, i ta pierwsza nie miała powodów zewnętrznych. Tę teorię już dawno zarzucono. Zawsze są jakieś powody, jest jakaś podatność. Bo jak dobrze poszukamy, to okaże się, że np. dziadek miał swoje chandry, a babcia ciągle zażywała środki uspokajające, albo że w rodzinie nikt nie mówił, ale gdzieś było jakieś samobójstwo. I tu wracamy do genetyki, ona jest jedną z najbardziej znaczących. Ryzyko odziedziczenia depresji po bliskich szacuje się na ok. 60 procent.

Czy przed depresją można się zabezpieczyć? Wyobraźmy sobie, że mamy dość kruchą osobowość, a świat jest jaki jest, rówieśnicy potrafią być okrutni.

Tak. To możliwe, bo jako osoby rozumne jesteśmy plastyczni i mamy szanse, żeby nawet z pewnym niekorzystnym bagażem uchronić się przed negatywnymi konsekwencjami.

Czynnikiem ochronnym jest przede wszystkim rodzina. To od rodziców możemy nabyć umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach, umiejętności przeciwdziałania wykluczeniu, odrzuceniu, przemocy. Rodzice są tym wzorcem, ostoją, stabilnym filarem.

I nawet jeśli człowiek jest kruchy czy podatny, to jeśli wie, że jeśli może liczyć na mamę i tatę w potrzebie, łatwiej zniesie fakt, że ktoś w klasie go nie lubi albo kolega czy koleżanka go przezywa.

Jeśli natomiast pojawią się już pewne symptomy, rolą rodzica w sensie ochronnym jest zareagować zanim dojdzie do rozwoju choroby, dać wsparcie na poziomie tych małych czy mało zauważalnych problemów.

W odniesieniu do grupy rówieśniczej istotne jest budowanie umiejętności społecznych i życia w grupie. A więc nie tylko nastawienie na sukces i bycie wyjątkowym, a do tego bardzo słabe umiejętności poradzenia sobie z frustracją, że nie jestem taki, jak sobie wyobrażałem, że nie jestem super. Rodzice powinni uczyć akceptacji tego, że można mieć potknięcia, że nie da się działać zawsze na 100 procent, że nie we wszystkim jest się najlepszym. Czyli takie trochę odpuszczenie z presji i niepoddawanie się przymusowi brania udziału w wyścigu szczurów, dążenia do bycia sławnym, wyjątkowym, mającym mnóstwo lajków, takim który prowadzi różne blogi czy robi inne rzeczy, których wszyscy mu zazdroszczą. Nie każdy może być wyjątkowy. Trzeba zaakceptować swoją normalność, czy też swoją inność, pewien niedostatek w czymś, i cieszyć się z tego, co się ma, a nie być ciągle niezadowolonym i sfrustrowanym, że się czegoś nie osiągnęło.

To trudne, bo każdemu rodzicowi wydaje się, że jego dziecko jest wyjątkowe. Jednocześnie nie jesteśmy skorzy do chwalenia dzieci, a raczej stawiania im wysokich wymagań, podnoszenia poprzeczki.

To czynnik obciążający młodego człowieka. Dziecko chce usłyszeć pozytywne informacje na swój temat od najważniejszych dla siebie osób. To mogą być drobne, wyrywkowe rzeczy typu: „O, jak ładnie namalowałeś, okrągła główka, słoneczko z promyczkami, brawo!”. Te drobne rzeczy składają się potem na pewne kompetencje, na budowanie wizji samego siebie, budowanie poczucia własnej wartości: „Radzę sobie z rysunkami, moje rysunki są jakie są, ale są osoby, którym się podobają, moje starania zostały docenione.” Tu nie chodzi tylko o efekt, ale właśnie o docenienie starań. Rodzice czasem tego nie dostrzegają: „Nie masz średniej na czerwony pasek, nie przykładałeś się”, a nikt nie zauważył, że dzieciak harował na miarę swoich możliwości przez parę tygodni i zamiast przez trzy godziny grał na komputerze tylko przez dwie, co dla rodziców i tak jest za dużo. I ciągle jest źle, a wysiłek był olbrzymi. Frustracja, niedocenienie to czynnik spustowy, który może się kumulować i prowadzić do załamania nerwowego.

Przychodzi taki moment w rozwoju, kiedy dorośli są nadal ważni, ale większego znaczenia nabiera grupa rówieśnicza. Jeśli dziecko ma trudności w kontaktach z rówieśnikami, chyba niezbyt chętnie opowiada o tym rodzicom?

I znów wracamy do więzi. Podstawą jest tu odpowiednio wcześnie zbudowana więź dziecka z mamą i tatą i przejęty od nich system wartości. To naturalne i pożądane, że w pewnym czasie dziecko zaczyna się separować od rodziców i powinniśmy chętnie na to przystać. Ale jeśli dziecko ma dobry kontakt z rodzicami, to w momencie, gdy naprawdę będzie miało problem, zwróci się po pomoc i tę pomoc otrzyma. Nie chodzi więc o to, by nastolatka zwierzała się mamie ze swoich stosunków seksualnych z wszystkimi chłopakami, ale żeby wiedziała, że jeśli czegoś nie rozumie, albo w czymś się czuje niepewna, to mama wysłucha i pomoże. Dziecko musi wiedzieć, że rodzic jest, że on się interesuje, oczywiście nie za bardzo, żeby dziecka nie wystraszyć i nie zniechęcić, ale że jest gdzieś w tle. Rodzic powinien być w tle i nie zniknąć ze świata dziecka, żeby też – może bez szczegółów – mieć świadomość co się z dzieckiem dzieje. To działa w dwie strony: dla rodzica to poczucie, że ciągle ma jakąś kontrolę, a dla dziecka to poczucie bezpieczeństwa. Dorosły myśli: „Nie wtrącam się, ale wiem, że mogę pomóc”, a dziecko: „Nie wtrąca się, ale wiem, że mogę się do niego zwrócić o pomoc, jeśli będzie potrzeba”.

O co Pan pyta pacjenta, który zgłasza się z podejrzeniem depresji?

Od kiedy widzisz, że jest gorzej? Od kiedy nic ci się nie chce? Od kiedy czujesz się ciągle zmęczony? Od kiedy zauważyłeś, że nie interesują cię rzeczy, które kiedyś sprawiały przyjemność? Od kiedy masz gorsze oceny? Od kiedy twoja zdolność uczenia się jest zdecydowanie gorsza?

Sprawdzamy takie podstawowe rzeczy jak apetyt. Osoba młoda może się skarżyć, że niewiele rzeczy jej smakuje tak jak kiedyś i może chudnąć. Różnica w stosunku do dorosłych jest taka, że nawet nie jest potrzebne chudniecie, by stwierdzić, że jest problem. Bo jak człowiek jest młody, to oczekujemy, że będą przyrosty masy ciała, a jak przyrostów nie ma, to jest to równoznaczne z tym jakby osoba dorosła zaczęła chudnąć. I odwrotnie, ktoś zaczyna jeść wyraźnie więcej, zwłaszcza węglowodanów, co powoduje nadmierny przyrost wagi.

Dalej: wszelkiego rodzaju zaburzenia snu, od nadmiernej senności z poczuciem niewyspania rano, z drzemkami w ciągu dnia, z chęcią spania 2-3 godziny więcej niż zwykle. I w drugą stronę: deficyt snu, trudności w zaśnięciu, trudności w utrzymaniem ciągłości snu, czyli wielokrotne wybudzanie się w ciągu nocy, wreszcie problemy ze snem porannym – budzik zadzwoni dopiero za godzinę, a człowiek nie może już zasnąć, przewraca się z boku na bok.

Inne objawy depresji to nadmierne skargi na dolegliwości fizyczne – bóle głowy, bóle brzucha. Dla nas psychiatrów dziecięcych takie psychosomatyczne objawy są ewidentnym przykładem wyrażania trudności emocjonalnych. Wiadomo, że jak małe dziecko nie chce iść do przedszkola, bo się boi, mówi, że go boli brzuszek. W depresji to też jest widoczne.

Inne niepokojące objawy to częste mówienie o śmierci, o stanach związanych z odchodzeniem, przemijaniem, zainteresowanie życiem pozagrobowym, pytania o egzystencjalnym charakterze. I znów, nie należy tego mylić z normą rozwojową, ale jak człowiek zaczyna się nie tylko ubierać na czarno, ale odwiedza strony o odchodzeniu, ciągle wspomina dziadka, który zmarł rok temu, a wcale nie byli blisko, mówi o tym, że koleżance odszedł pies, itd., to to jest znaczące. Do tego dochodzą sprawy związane z samobójstwem – różne działania przygotowujące, sprawdzanie sposobów odejścia i wypowiedzi o tym, że już nie warto żyć, że mógłbym umrzeć, że byłbym w lepszej sytuacji, bo skończyłoby się moje cierpienie. Albo nie chcę żyć, bo jakbym umarł, to inni by odetchnęli.

Objawem które może, ale musi być związane z samobójstwem, są okaleczenia. To poważny problem w depresji i często jest on pierwszym powodem, dla którego rodzice czy nauczyciele szukają pomocy u psychologa czy psychiatry. Nagle okazuje się, że dziecko ma pocięte nadgarstki lub przedramiona, a nikt wcześniej tego nie zauważył.

I jeszcze jedna niezwykle istotna rzecz, od której powinniśmy zacząć. Depresja kojarzy się w pierwszym rzędzie ze smutkiem, tymczasem u dzieci i młodzieży może wcale nie być smutku, tylko drażliwość. Nie trzeba więc być smutnym, można być po prostu stale wkurzonym, ciągle się wściekać, być w każdej sprawie na nie. Ten poziom poddenerwowania, podminowania jest niewspółmierny do sytuacji i zdecydowanie wykracza ponad drażliwość związaną z kryzysem dojrzewania.

No właśnie, gdzie leży ta granica pomiędzy normalnym buntem nastolatka, jego wahaniami nastrojów, a chorobą? 

Rzeczy kluczowe, to te które zagrażają życiu. Jeżeli człowiek wypowiada myśli samobójcze, jego zachowania świadczą o ryzyku samobójstwa, to bez wahania musimy zainterweniować. Niekoniecznie musi być to depresja, ale nie wolno tego bagatelizować.

Poza tym ważna jest wyraźna zmiana w zachowaniu. Ktoś do tej pory funkcjonował normalnie, a potem się to zmienia. Dostrzega to otoczenie, ale i sam zainteresowany mówi, że jest mu źle, że cierpi i nie może już tego dłużej wytrzymać.

A więc po pierwsze zauważalna zmiana. Po drugie zaburzenie w normalnym funkcjonowaniu. Jeśli człowiek z racji objawów nie jest w stanie wypełniać ról typowych dla swojego wieku (w przypadku nastolatka oczekujemy, że będzie chodzić do szkoły i że będzie miało jakąś bardziej lub mniej rozbudowaną grupę rówieśniczą), to to nie jest kryzys dojrzewania i powinniśmy się zaniepokoić.

Psychiatria nie ma norm od/do, pod linijkę, ale ma normy społeczne, normy populacyjne, które wskazują, co jest zaburzeniem, a co nie.

Na depresję inaczej chorują chłopcy i dziewczęta?

Nie ma tu większych różnic. Jeśli chodzi o częstość, to we wczesnym okresie życia choruje nieco więcej dziewcząt, potem się to wyrównuje i u dorosłych znów zmienia – kobiet choruje dwa razy więcej niż mężczyzn. W obu grupach są podobne objawy i podobne komplikacje z powodu nieleczonej depresji w postaci zwiększonego ryzyka uzależnień, zaburzenia zachowania, wpadnięcia w konflikty z otoczeniem albo nawet z prawem.

Każda depresja wymaga leczenia?

Tak. Jeśli stwierdzamy, że ktoś ma depresję, a nie po prostu okres trudu czy smutku, to to jest ewidentne wskazanie do leczenia. Takiego czy innego, ale leczenia. Czekanie aż choroba przejdzie sama jest i nieodpowiedzialne, i ryzykowne.

Ponoć w większości przypadków nastolatkom wystarcza psychoterapia?

Wszystko zależy od nasilenia objawów. Najłagodniejsze postacie depresji wymagają wsparcia, uważnego wyczekiwania, poradnictwa. Jeśli objawy nie ustępują lub się nasilają, dochodzi do tego psychoterapia plus próba interwencji – może coś złego dzieje się w szkole, może dziecko jest przeciążone. Na poziomie jeszcze cięższego nasilenia depresji konieczne stają się regularne sesje psychoterapeutyczne i ewentualne dołączenie leków. W depresji ciężkiej lub umiarkowanej, która nie mija przy psychoterapii, leki są obligatoryjne. A czasem potrzebny bywa szpital.

Do Pana trafiają najciężej chorzy?

Bardzo różnie, bo do poradni zgłaszają się też osoby z łagodnymi objawami, które nie były nawet u psychologa szkolnego. Do psychiatry nie ma przecież skierowań. Ale zdarza też, że interweniujemy dopiero w sytuacji dramatycznej. Rodzice niektórych dzieci nigdy w życiu nie odwiedziliby psychiatry, aż do sytuacji, kiedy zdarza się tragedia i trzeba konsultować dziecko na pediatrii, bo jest po próbie samobójczej.

Leki na depresję są skuteczne?

U dzieci niestety mniej skuteczne niż u dorosłych. Z różnych tzw. metaanaliz wynika, że ponad 60 proc. dzieci odpowiada na leczenie, ale jednocześnie prawie połowa odpowiada na placebo. W wielu sytuacjach leki pomagają, jednak trzeba też pamiętać, że po terapii młody człowiek często wraca do tej samej szkoły, gdzie ma do czynienia z hejtem, gdzie pracuje ta sama nauczycielka, która się czepia i że rodzic ma stale pretensje. Jeśli tego nie zmienimy, żadne leki nie pomogą.

Jak wygląda wychodzenie z depresji?

To proces stopniowy, wydłużony w czasie. Średni epizod może trwać do dwóch-trzech miesięcy, nieleczony sześć-siedem. Leczenie też jest długotrwałym procesem, leki przyjmuje się minimum przez pół roku, zwykle przez 6-9 miesięcy, a później przez kilka miesięcy warto pozostawać pod obserwacją i brać dawki podtrzymujące. Później liczymy, że poprawa jest utrwalona i nie będzie nawrotu, ale niestety nawroty się zdarzają i każdy z nich zwiększa ryzyko kolejnych. Ryzyko nawrotu w ciągu dwóch lat od remisji wynosi ok. 40 proc, a w ciągu 7 lat nawet 70 proc. Dlatego ważne jest, by zbyt szybko nie wycofywać się z leków, a także uczyć się jak rozpoznawać pierwsze symptomy i w razie czego reagować, by nie dopuścić do pełnego nawrotu.

Jak pacjent ma się nauczyć kontroli nad własnym stanem psychicznym?

Najlepiej podczas psychoterapii, której zadaniem jest m.in. ochrona przed nawrotem. Pacjent uczy się co było dla niego trudnością wyzwalającą objawy i jakie ma sposoby, by zauważyć, że coś złego się dzieje i by zainterweniować zawczasu. Tę interwencję może podjąć sam, np. coś odpuścić, jeśli go to przerasta, ale może też szukać pomocy u innych.

Trzeba zbudować w sobie czujność. Dbać o higienę psychiczną. To niezbędna rzecz, której niektórzy z nas nie nauczyli się od rodziców. Tak samo jak się uczymy mycia zębów, powinniśmy się nauczyć w jaki sposób się wyciszyć, jak się nie przepracowywać, a jeśli zdarzy się trudna sytuacja, gdzie zwrócić się o pomoc.

Zakończmy kilkoma radami dla nastolatków i ich rodziców. Zacznijmy od nastolatków. Co robić? Jak się ratować?

Przede wszystkim pamiętaj, że nie jesteś sam. I zawsze szukaj pomocy. Nawet jak ci się wydaje, że to beznadziejne i niemożliwe. Taka jest wizja depresyjna, ona sprzyja temu, by ocenić sytuację negatywnie. Tymczasem to nieprawda, z tej choroby można się wyleczyć.

Na depresję chorują też inni, to nie tylko twoje doświadczenie.

Szukaj pomocy na zewnątrz. Najlepiej by było, żeby był to rodzic, ale ponieważ różnie bywa, może to być też nauczyciel, bliska osoba, psycholog w szkole. Pójdź do niego, powiedz, że jest coś, co cię niepokoi. Jeśli to nie wystarczy, skorzystaj z telefonu zaufania albo wejdź na „Forum przeciw depresji”. Nie czkaj, że samo przejdzie. Każda forma działania jest lepsza niż czekanie i nic nierobienie. To może być poklepanie po ramieniu, wyciągnięcie przez znajomych na krótki spacer, cokolwiek, ale to lepsze niż bycie w cieniu, niezauważonym. A choroba będzie do tego namawiać: „Wejdź pod koc, zasłoń zasłony, nic nie rób”. Objawy depresji się wycofują i jak zaczniesz się leczyć, to szybciej bądź wolniej, ale ustąpią.

A rada dla rodziców?

Jeśli widzisz, że dziecko się zmieniło w niepokojący sposób, spróbuj z nim porozmawiać.  Zorientuj się czy inni potwierdzają twoje obawy. Nie ignoruj takich objawów jak rozdrażnienie, nagłe pogorszenie w nauce, wycofanie, zniechęcenie. Daj wsparcie, a jeśli widzisz, że to przekracza twoje możliwości, zgłoś się z dzieckiem do profesjonalisty. To może być psycholog, psychoterapeuta lub psychiatria. Pamiętaj – nie chodzi o to, by szukać winnych, że źle się dzieje, tylko żeby pomóc. A jeśli chcesz pomóc, zareaguj.